Nauka pozbawiona uczuć?

 

Sarida Brown - redaktor naczelna pisma "Caduceus" rozmawia z prof. Jeffreyem Massonem o uczuciach, emocjach, zachowaniu się zwierząt oraz o poglądach naukowców w tej kwestii.

Będąc doktorem Sanskrytu i psychoanalitykiem co motywuje Pana do prowadzenia wnikliwych studiów badających uczucia zwierząt?

Częściowo wynika to z mojego rozczarowania wobec ludzi. Często zadaję sobie pytanie dlaczego człowiek może być tak bardzo okrutny? Nie ma drugiego gatunku istot żywych, który przejawiałby sadyzm w swoim zachowaniu, który czerpałby przyjemność z patrzenia jak cierpią inni. Kiedy koty bawią się myszą, wówczas po prostu doskonalą swoje umiejętności łowieckie; one nie cieszą się z cierpień jakich doświadcza mysz. Wydaje nam się, że jesteśmy bardzo unikalnym gatunkiem istot żywych - możemy rozmawiać ze sobą, komponować utwory muzyczne, budować domy itd. Ale czy jesteśmy równie wspaniali w naszych innych, mniej wspaniałych dążeniach, jak np. w naszej skłonności do wszczynania wojen na nieprzewidywalną skalę? Czyż nie jesteśmy jedynym gatunkiem mogącym zniszczyć samych siebie i unicestwić Ziemię? W istocie ludzie mają tą unikalną, tkwiącą w nich cechę.

Jedną z kwestii, którą chciałem wyjaśnić było to, czy ludzie mogą nauczyć czegoś od zwierząt. Czy jest coś co moglibyśmy nauczyć się od innych gatunków - np. jak żyć w pokoju z innymi czującymi istotami.

Co pokazały Pana badania?

Pokazały, że ludzie potrzebują jeszcze wiele rzeczy nauczyć się od zwierząt, np. od psów - wierności, bardziej intensywnego życia na płaszczyźnie emocjonalnej i towarzyskiej, od słoni -okazywania wzajemnego współczucia wobec siebie. Jest tak wiele rzeczy, które moglibyśmy uczyć się od zwierząt. Generalnie uczymy się od tych zwierząt, z którymi najczęściej przebywamy i najlepiej znamy, tak więc ja najwięcej nauczyłem się od psów; ale niektórzy ludzie uczą się od szympansów, goryli czy kotów - zwierząt udomowionych lub dzikich. Myślę, że ludzie mogliby dowiedzieć się dużo nowego obserwując życie także takich zwierząt jak jaszczurki, węże czy ślimaki.

Wydaje się, że my zignorowaliśmy wszystkie te rozmaite gatunki przez zanegowanie ich życia emocjonalnego, postrzegając je jak maszyny niezdolne do odczuwania czegokolwiek czy istoty nie zdolne do przeżywania czegoś ciekawego w swoim życiu. To jest poważny błąd: im więcej dowiadujemy się o jakimś zwierzęciu czegoś nowego, tym lepiej możemy sobie uświadomić jak bardzo złożone jest ich życie i jak bardzo skomplikowane procesy nim żądzą.

Czy zatem nasza ignorancja w postrzeganiu tego wypływa z naszego antropocentryzmu?

Dokładnie. Dla mnie antropocentryzm to jeden z największych grzechów. Naukowcy często narzekają na antropomorfizm, który zwierzętom przypisuje myśli i uczucia z założenia obecne tylko u ludzi. Zanim stwierdzimy, że zwierzęta nie posiadają uczuć, powinniśmy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego one nie mogą czuć, myśleć i uczyć się czegoś w swoim życiu? Sama wiara w to, że one posiadają uczucia, bo niby dlaczego miały by ich nie mieć, jest dużym uproszczeniem.

W swojej pierwszej książce pt. "Kiedy słonie płaczą. - Emocjonalne życie zwierząt", dużo miejsca poświęca Pan polemice z oficjalnym stanowiskiem współczesnych naukowców, którzy negują istnienie uczuć u zwierząt. Ludzie podający się za naukowców najwidoczniej całkowicie ignorują to co większość ludzi czuje obserwując na co dzień zachowanie się zwierząt.

Właśnie to stanowisko często prezentowane przez naukowców jest dla mnie czymś bardzo bulwersującym. Jak długo jeszcze naukowcy ignorować będą to, o czym i tak wszyscy wiedzą? Ktokolwiek, kto obserwował życie zwierząt wie, że one posiadają uczucia. Ktoś kto ma psa czy kota wie, że istoty te czują i przejawiają emocje, a jednak gdy ta sama osoba zostanie naukowcem - od razu zaprzecza temu twierdząc, że "nie ma na to dowodu". To prawda, że nie mamy dowodu na to w czysto matematycznej postaci, lecz nie to mamy na myśli mówiąc, że jakieś zwierzę czuje. Także uczuć ludzkich nie możemy udokumentować w sposób matematyczny, a jednak wiemy o ich istnieniu z bezpośredniego doświadczenia. Czy świadczy to tylko o subiektywnym wymiarze naszej wiedzy? Czy na podstawie własnych odczuć i emocji nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się co czuje jakaś inna osoba - czy jest szczęśliwa, smutna czy odczuwa samotność? Zatem jeśli naukowcy chcą być tak ściśli i konsekwentni w swoich poglądach - to powinni stosować te same ścisłe kryteria wobec swojego własnego gatunku.

Zarówno hipokryzją jak i naiwnością naukowców jest wiara w konieczność znalezienia matematycznego dowodu na to, że np. jakieś zwierzę cierpi ból. Wszystko co musimy zrobić aby się o tym dowiedzieć, to po prostu popatrzeć na dane zwierzę i przekonać się o tym na własne oczy. Oczywiście trudniejszą rzeczą jest często otworzenie naszego serca i umysłu, lecz czasami potrzebne do tego jest tylko nasze spojrzenie. Jeśli jakaś ryba wyłowiona z morza wije się i dusi na pokładzie kutra rybackiego, nie trudno jest uświadomić sobie, że ryba ta odczuwa ból. Każde chyba dziecko, obserwując robaka wijącego się na haczyku wie, że robak ten nie jest szczęśliwy. Nie trzeba być genialnym naukowcem aby to wiedzieć.

Podobnie, nie tak dawno temu uważano, że kobiety nie mają inteligencji a murzyni duszy?

Dokładnie, jest to częścią tego samego typu uprzedzeń.

To okrutne nastawienie wydaje się wypływać z dwóch źródeł: po pierwsze, z naszych kultur, które tradycyjnie tolerują pewne rodzaje okrucieństwa - mam tu na myśli na przykład okrutne traktowanie psów przez Chińczyków, którzy hodują je na mięso, po drugie - akceptowanie naukowej "racjonalnej" perspektywy, która neguje istnienie uczuć i emocji w całym otaczającym nas świecie czujących żywych istot.

To co my robimy z kurczakami, świniami i innymi zwierzętami hodowanymi w ramach przemysłowej hodowli fermowej, jest dokładnie tak samo okrutne, jak to co Chińczycy robią z psami. Świnia jest zwierzęciem posiadającym dużą inteligencję - lecz kogo to obchodzi? Nie możesz wyjść na ulicę i bić kijem ludzi, którzy są głupi, lub skazywać na tortury dzieci, które źle odrobiły szkolne zadanie. Kiedy chcemy chronić jakąś osobę przed cierpieniem i bólem, wówczas nie obchodzi nas to jak bardzo inteligentna jest to osoba. To samo powinno tyczyć się także i zwierząt.

To prawda, że wielu ludzi oburza widok Chińczyków siedzących w restauracji i wybierających dla siebie na obiad żywe szczenięta, jednak w innych kulturach, które np. bardzo cenią sobie świnie - widok świń ich młodych zbijanych brutalnie w rzeźni jest równie oburzający. Uważam, że obie te rzeczy są czymś okropnym. Nie mogę usprawiedliwić zabijania zwierząt na pożywienie w jakiejkolwiek kulturze.

Zatem musimy wyzbyć się ciemnych stron naszego charakteru, zwłaszcza okrucieństwa.

Myślę, że problem ten częściowo powodowany jest przez naszą zdolność mowy. To prawda, że jesteśmy jedynym gatunkiem, który może mówić, lecz nie jesteśmy jedynym, który może się komunikować - większość gatunków komunikuje się całkiem nieźle. Oczywiście mowa ludzka jest naszą niewątpliwą zaletą, jednak zastanawiam się także nad tym, jakie są tego wady. Jednym z nieporozumień z tym związanych jest wiara, że przywilej mowy związany jest z naszą zdolnością do odczuwania.

Zastanawiam się również czy ludzka skłonność do okrucieństwa nie jest przypadkiem związana z mową, ponieważ mowa daje nam także możliwość kłamania. Uzależniamy swoje zachowanie od mowy i dlatego często tracimy możliwość bardziej naturalnej percepcji rzeczywistości. Na przykład psy bardzo rzadko mylą się odnośnie tego co czuje inny pies, lecz my bardzo często nie rozumiemy odczuć innych, ponieważ tak bardzo uzależnieni jesteśmy od mowy.

Mowa związana jest aktywnością lewej półkuli naszego mózgu.

Tak i ona także może wypaczać niektóre naturalne funkcje naszego organizmu. Wrażliwość i empatia - to jest coś, z czym psy i większość innych zwierząt muszą mieć cały czas do czynienia po to by móc przetrwać. One muszą wiedzieć co czuje inne zwierzę, ponieważ brak takiej wiedzy może okazać się dla nich niebezpieczny. W naszym przypadku jest inaczej.

Zamiast tego my zapewniamy sobie bezpieczeństwo siłą i władzą.

...czym przesłaniamy nasze naturalne skłonności.

Zatem my przesłaniamy naturalny porządek i harmonię, która u zwierząt jest zintegrowana poprzez tą naturalną wrażliwość.

I to jest kolejna lekcja, której możemy uczyć się od zwierząt: jak bardziej zintegrować naszą psychikę z naturą naszego fizycznego ciała.

A co jeśli chodzi o tytuł pana najnowszej książki "Psy nigdy nie kłamią w sprawach miłości" (Dogs Never Lie About Love). Czego możemy nauczyć się od psów w dziedzinie przyjaźni i miłości?

Przypuszczalnie nie tylko psy nigdy nie kłamią w miłości; żadne zwierzęta nie oszukują odnośnie jakichkolwiek przeżywanych przez nie emocji. Pokazują nam one wartość kompletnej uczciwości w sferze uczuć wobec innych zwierząt oraz ludzi - i oczywiście my nie możemy ukryć naszych emocji przed nimi, ponieważ zwierzęta bardzo dobrze wyczuwają to co my w danej chwili doświadczamy, nawet jeśli sami nie zdajemy sobie z tego sprawy. One wiedzą kiedy jesteśmy smutni, źli czy wrogo do nich nastawieni. Myślę jednak, że najpiękniejszą rzeczą jaką ja osobiście nauczyłem się od moich psów, jest znaczenie jakie przywiązują one do przyjaźni, jak bardzo ważne jest być przyjacielsko nastawionym do innych stworzeń. Interesujące w związku z tym może być też, że sanskryckie słowo maitreya było jednym z pierwszych słów jakie nauczyłem się studiując Sanskryt, a oznacza ono przyjaźń wobec wszystkich żywych istot.

Wielu ludzi interesuje szczególnie jeden aspekt miłości - miłość romantyczna. Czy zachowanie zwierząt może świadczyć o odczuwaniu przez nie jakiś innych aspektów miłości?

Co najbardziej zdziwiło mnie w zachowaniu się psów to to, jak

Bardzo ich miłość jest niezależna od statusu osoby, której jest ona okazywana. Psy nigdy nie kochają nas, czy siebie nawzajem, z powodu rzeczy takich jak piękno, fizjonomia ciała, bogactwo czy jakiekolwiek z tych nabytych cech. Te atrybuty, które nabywamy podczas naszego życia są dla niech zupełnie bez znaczenia.

Czy możemy nauczyć się czegoś od zwierząt, czego nie mogą nas nauczyć np. psychoanalitycy?

Oczywiście. Jedną z rzeczy, którą psychoanalitycy pomijają jest głęboka, bezwarunkowa miłość i tego właśnie moglibyśmy się uczyć od zwierząt - to jak możemy kochać kogoś miłością, niezależną od tych wszystkich nabytych cech i atrybutów, pojawiających się w świecie ludzkim.

Czy zwierzęta mają duszę?

Bez wątpienia. Jeśli my mamy duszę, to one także - ich zdolność odczuwania miłości jest tak duża i głęboka...

Zamiast zdobywać i kolonizować świat, lepiej byłoby gdybyśmy raczej zwrócili się w stronę świata czujących żywych istot, który żyje obok nas i który oczekuje od nas zadośćuczynienia za wszystkie krzywdy zadawane im przez człowieka.

 

Tłumaczył: Roman Rupowski

Jeffrey Masson - doktoryzował się z Sanskrytu na Harvard University, jest też absolwentem Instytutu Psychoanalizy w Toronto. Jego najbardziej znane książki to: Freud: Assault on the Truth; Against Therapy; When Elephants Weep; Dogs Never Lie About Love.


do gory