Pewnego dnia 1989 r. gdy pracowałem jeszcze dla Krajowego Związku Rolników jako lobbysta, czekałem na rozpoczęcie jakiegoś śmiertelnie nudnego spotkania w biurze Amerykańskiej Federacji Farmerów, kiedy to reprezentant Krajowego Towarzystwa Hodowców Bydła wspomniał o czymś co przykuło moją uwagę. Powiedział mianowicie, że właśnie wrócił z Anglii, gdzie widział jak coraz większa liczba krów przejawia symptomy jakiejś dziwnej choroby. Idąc chwiejnym krokiem, krowy te zataczały się jakby były pijane. Były nadzwyczaj nerwowe i agresywne. A następnie padały martwe. Powiedział też, że Brytyjczycy nazywali to Chorobą Szalonych Krów. Ten reprezentant hodowców bydła powiedział mi to wszystko z lekkim uśmiechem, prawie ciesząc się z trudnej sytuacji niefortunnych hodowców z Wysp Brytyjskich. Powiedział on, że mamy szczęście iż nie mamy u siebie nic takiego jak Choroba Szalonych krów, ponieważ to mogłoby zniszczyć nasz wołowy przemysł.
Postanowiłem lepiej się temu przyjrzeć. Udałem się do wielu
bibliotek i księgarni nie znajdując nic na temat Choroby Szalonych Krów. W końcu
udało mi się dostać jakieś angielskie czasopismo, które zdefiniowało tę chorobę
nazwą naukową: gąbczaste zwyrodnienie mózgu, w skrócie BSE. Do tego czasu zidentyfikowano
kilka tysięcy przypadków tej choroby w Wielkiej Brytanii. Jak podejrzewano,
spowodowane to zostało karmieniem krów szczątkami owiec zainfekowanych chorobą
Scrapie. Scrapie jest śmiertelną chorobą występującą u owiec, mającą swą długą
historię w Wielkiej Brytanii. Proces przetwarzania ciał martwych owiec najwyraźniej
został "ulepszony" w późnych latach siedemdziesiątych, wskutek czego
stworzono odpowiednie warunki do rozwoju czynnika infekującego w ciałach owiec
i jego przedostawania się do dodatków paszowych. Ten artykuł prasowy, który
czytałem, cytował wypowiedzi przedstawicieli rządu Brytyjskiego, którzy zapewniali
opinię publiczną, iż BSE nie daje żadnych podstaw do obaw - krowy, jak twierdzili,
były ostatnim "martwym ogniwem" tej choroby i infekcja ta nie może
przerzucać się na ludzi. Brytyjska wołowina była bezpieczna. Choroba ta wkrótce
sama zniknie, jak tylko zostanie wprowadzony zakaz karmienia zwierząt roślinożernych
proteinami zwierzęcymi. Ponieważ już z wtedy wiedziałem, że zakazy rządu USA
dotyczące amerykańskiego rolnictwa okazywały się być farsą, dlatego nie byłem
tymi zapewnieniami pocieszony.
Kontaktowałem się z wieloma lekarzami i ekspertami w dziedzinie medycyny, jednak
nigdy nie słyszeli oni o BSE. Następnie zlokalizowałem w Nowym Jorku pewnego
naukowca, eksperta od chorób mózgu z Instytutu Alberta Einsteina. Powiedział
mi, że czynnik BSE należy do rodziny chorób wyniszczających mózg. Innymi przykładami
były przypadki choroby Scrapie wśród owiec i kóz, zakaźne zwyrodnienia mózgu
u norek i kotów, wyniszczające choroby mózgu u jeleni i łosi. Wśród ludzi choroba
ta miała osobliwą historię.
Pewne plemię kanibalów z Nowej Gwinei było znane z tego, iż nawiedzała je choroba
wyniszczająca mózg zwana kuru. W przeciwieństwie do innych chorób degenerujących
mózg, kuru najwyraźniej była chorobą zakaźną, lecz natura czynnika infekcyjnego,
który ją wywoływał stanowiła zagadkę, a ofiary kuru nie przejawiały żadnych
typowych objawów infekcji, takich jak stany zapalne, gorączka, wzrost ilości
komórek limfatycznych. (Epidemia kuru zakończyła się w końcu lat pięćdziesiątych,
gdy ludzie z tego plemienia przestali zjadać się nawzajem, co raz jeszcze dowodzi,
że gdy stare zwyczaje wyginą, ludzie z powodzeniem są w stanie zmienić dietę
z korzyścią dla samych siebie).
Analiza mózgów ofiar kuru podczas sekcji zwłok pokazała (amyloid plaques....?),
nagromadzenie włókien proteinowych, typowych zarówno dla ofiar choroby Alzheimera
jak i dla sukcesywnie postępującej degeneracji mózgu zwanej chorobą Creutzfeldta-Jakoba
lub CJD (nazwanej od nazwisk dwóch niemieckich uczonych, którzy zidentyfikowali
ją po raz pierwszy w 1920 roku). CJD jest strasznym rodzajem choroby, do której
typowych objawów zaliczyć można ślepotę, obłęd i zanik funkcji motorycznych
ciała. Kuru i CJD były i są nadal nieuleczalnymi chorobami pozostawiającymi
po sobie zwłoki, których podziurawione mózgi przypominają gąbkę.
Postanowiłem dokładniej przyjrzeć się CJD - jedynej znanej
formie gąbczastego zwyrodnienia atakującego ludzi żyjących w "cywilizowanym"
świecie. Dowiedziałem się, że podczas gdy wydawało się, iż CJD może pojawiać
się samorzutnie (w proporcji jeden przypadek na milion), to czynnik infekcyjny
miał także miejsce, lecz nie został jeszcze zidentyfikowany. Co więcej, bardzo
niewielu naukowców chciało podjąć się badań nad CJD, ponieważ choroba ta była
szczególna, a także dlatego, iż żadne ze znanych rozpuszczalników oraz technik
sterylizacji termicznej stosowanej w badaniach bakteriologicznych, nie gwarantowałyby
dezynfekcji, bez względu na charakter czynnika powodującego tę chorobę. Patolodzy,
jak się okazało, generalnie nie byli skłonni przeprowadzać sekcji zwłok na pacjentach
zmarłych na CJD (ani nawet gdy zachodziło podejrzenie, że przyczyną zgonu mogło
być CJD). Gdy jednak decydowano się na sekcję, w obawie przed nadzwyczaj jadowitą
naturą tej choroby, personel nosił ochronne okulary, specjalne rękawice, buty,
czapki i hermetyczne kombinezony a pod nimi plastikowe fartuchy jednorazowego
użytku. Do dzisiejszego dnia problem dezynfekcji stanowi barierę w badaniach
nad CJD.
Autorzy - Richard Rhodes w książce pt. Deadly Feasts ("Śmiertelne Uczty")
oraz S. Rampton i J. Stauber w książce pt. Mad Cow ("Szalona Krowa")
opowiadają historię jak odkryto związek pomiędzy wyniszczającą mózg chorobą
kuru a chorobą scrapie, CJD i ostatecznie innymi zwyrodnieniami mózgu u ssaków,
włączając w to BSE. Książki te zostały opublikowane dopiero w 1997 roku, tymczasem
w 1989 roku kontynuowałem zdobywanie faktów zupełnie po omacku.
Autorzy - Richard Rhodes w książce pt. Deadly Feasts ("Śmiertelne Uczty") oraz S. Rampton i J. Stauber w książce pt. Mad Cow ("Szalona Krowa") opowiadają historię jak odkryto związek pomiędzy wyniszczającą mózg chorobą kuru a chorobą scrapie, CJD i ostatecznie innymi zwyrodnieniami mózgu u ssaków, włączając w to BSE. Książki te zostały opublikowane dopiero w 1997 roku, tymczasem w 1989 roku kontynuowałem zdobywanie faktów zupełnie po omacku.
W 1988 r. brytyjski rząd powołał do życia pewien komitet pod przewodnictwem Sir Richarda Southwooda by oszacować skalę potencjalnego ryzyka zagrażającemu ludzkiemu zdrowiu ze strony rozprzestrzeniającej się infekcji BSE wśród brytyjskiego bydła. Żaden z naukowców wchodzących w skład tego komitetu nie miał żadnej wiedzy i doświadczenia odnośnie choroby gąbczastego zwyrodnienia mózgu. Ponieważ zakładano, iż problem ten spowodowało scrapie znajdujące się w paszy podawanej krowom, komitet ten zalecił wprowadzenie zakazu karmienia zwierząt roślinożernych paszą zawierającą zwierzęce proteiny oraz, by farmerzy musieli obowiązkowo zgłaszać wszystkie przypadki, w których zachodzi podejrzenie infekcji BSE. Zalecenia te wprowadzono w życie. Jedyny znaczący krok jaki jeszcze w tej sprawie podjęto, to zagwarantowanie farmerom, którzy zgłosili fakt pojawienia się BSE wśród ich krów rekompensaty pieniężnej wynoszącej 50% wartości rynkowej danego zwierzęcia. Profesor Lacej - wróg publiczny nr 1 w oczach brytyjskiego rządu w związku z kryzysem BSE - wyjaśnia pokrętną logikę stojącą za tym programem:
Dlaczego jednak wypłacano tytułem kompensaty tylko połowę wartości rynkowej zwierzęcia? Przypuszczam, że wiem dlaczego. Jeśliby wypłacano pełną wartość, zachęciłoby to farmerów do zgłaszania przypadków BSE, a to powiększyłoby oficjalnie podawane liczby i opinia publiczna dowiedziałaby się o rzeczywistej skali tego problemu. Co więcej, to kosztowałoby więcej pieniędzy!
W 1988 roku w Wielkiej Brytanii potwierdzono ponad dwa
tysiące przypadków choroby Szalonych Krów.
W 1989 roku "Komitet Southwood" opublikował swój raport. Nieskrępowany
brakiem naukowych dowodów, przewidywał on, iż krowy będą ostatnim ogniwem rozwoju
BSE i że szanse przenoszenia się tej infekcji z krów na ludzi były "mało
prawdopodobne". Raport ten przewidywał, że choroba ta zniknie zabijając
siedemnaście do dwudziestu tysięcy krów. W międzyczasie komitet ten wydał oświadczenie:
"Ponieważ nie można całkowicie wykluczyć, iż BSE może być przenoszone drogą
pokarmową, zainfekowane krowy nie powinny być dopuszczone do sprzedaży i konsumpcji
przez ludzi dlatego podjęto stosowne działania mające to zagwarantować".
Jednak jedynym, rzeczywistym działaniem jakie w związku z tym podjęto do tego
momentu był nakaz niszczenia zainfekowanych BSE ciał krów oraz zakaz karmienia
zwierząt roślinożernych pokarmem zawierającym zwierzęce proteiny. Żadne z tych
przedsięwzięć nie gwarantowało jakiejkolwiek skuteczności. Ponieważ BSE charakteryzuje
się długim okresem inkubacji i zazwyczaj nie objawia się zanim krowa nie osiągnie
czwartego lub piątego roku życia - a większość krów jest zarzynana w wieku trzech
lat - nie może być pewności, iż zakażona wołowina nie przeniknęła do ludzkiego
łańcucha pokarmowego. Co więcej, zakaz karmienia paszą zawierającą proteiny
zwierzęce miałby niewielki efekt na rozprzestrzenianie się epidemii w obliczu
istnienia "transmisji poziomej" - przenoszenia infekcji z matek na
cielęta, tak jak miało to miejsce w przypadku scrapie. Rząd wykluczył taką możliwość
(a faktycznie: to prawdopodobieństwo), ponieważ mogłoby to tylko oznaczać, iż
zastosowany system miar mógłby okazać się żałośnie nieadekwatny.
Drugi, nieco rozbieżny w treści raport opublikowany został przez kolejny rządowy
komitet w 1989 roku i sugerował zastosowanie dwóch kolejnych pół-środków mających
zaradzić temu kryzysowi. Jednym z nich było usunięcie pewnych szczególnych wołowych
"produktów ubocznych" - mózgu, rdzenia kręgowego, śledziony, (thymus...?),
jelit i migdałków - z ludzkiego łańcucha pokarmowego. Żadne dowody naukowe nie
wskazywały, że tylko te specyficzne produkty uboczne stanowią zagrożenie dla
ludzkiej populacji, lecz bynajmniej te produkty miały najmniejszą wartość handlową
na rynku. Drugim pół-środkiem było zalecenie iż przez następne dwadzieścia lat
należy monitorować liczbę ludzi umierających na CJD. Innymi słowy, najlepszą
metodą na określenie skali tego problemu, jaką proponował rząd, było czekanie
i liczenie liczby umierających ludzi! Pewną, bardziej konstruktywną metodą pomocną
do określenia skali tego problemu mogłoby być naturalnie badanie krowich mózgów
w ramach dokonywania sekcji zwłok - propozycja, którą ciągle przedkładał prof.
Lacey, a którą brytyjski rząd zignorował, niewątpliwie z powodu obawy przed
tym, co w wyniku badań mogłoby zostać odkryte.
W 1989 roku potwierdzono ponad siedem tysięcy zainfekowanych
BSE krów.
W 1990 roku Izba Gmin Departamentu Rolnictwa znów zapewniła, że brytyjska wołowina
jest bezpieczna. Mimo tego, gdy 1990 roku podwoiła się liczba potwierdzonych
przypadków infekcji BSE do czternastu tysięcy, dwadzieścia sześć krajów wprowadziło
zakaz importu brytyjskiego bydła i wołowiny.
W 1991 roku Ministerstwo Rolnictwa poinformowało, że wkrótce choroba ta zniknie
sama z siebie i że w bieżącym roku epidemia ta osiągnęła już swoje apogeum.
W międzyczasie pojawiły się pierwsze oznaki potwierdzające fakt istnienia transmisji
poziomej w przypadku tej choroby. Jednak rządu nie przekonywały kolejne przypadki
rodzenia się szalonych krów po wprowadzeniu zakazu karmienia krów paszą zawierającą
komponenty zwierzęce; w dalszym ciągu bagatelizował on możliwość istnienia transmisji
poziomej, oświadczając, że "nie będzie to miało żadnego znaczenia w kwestii
ludzkiego zdrowia". Jednak w rzeczywistości miało to duże znaczenie, bowiem
sugerowało, iż czynnik zakaźny "prion" rozwija się we krwi i mógłby
przenosić się z matek na cielęta przed lub w czasie narodzin. Oczywiście, w
mięsie które jedzą ludzie jest krew. Transmisja pozioma oznacza także niemożliwość
wyplenienia BSE jedynie przez wprowadzenie zakazu karmienia krów paszą zawierającą
komponenty zwierzęce.
Minister rolnictwa, John Gummer, posunął się nawet do tego,
by przed kamerami na oczach telewidzów próbować karmić swą czteroletnią córkę
hamburgerem - demonstrując w ten sposób bezpieczeństwo tego produktu. Zasługująca
na nasze uznanie córka ministra odmówiła jednak skosztowania tego haburgera.
W 1991 roku potwierdzono ponad dwadzieścia pięć tysięcy nowych przypadków BSE.
W 1992 roku przeprowadzono eksperyment: wszczepiając BSE w ciała zwierząt bez
trudu zainfekowano siedem gatunków ssaków, m.in. świnie i małpy, które to gatunki
mają wiele biologicznych cech wspólnych z ludźmi.
Mimo iż brytyjski rząd zignorował oczywiste konsekwencje tych eksperymentów,
kwestia ryzyka zachorowania na CJD znalazła się w centrum uwagi konsumentów
mięsa.
W 1992 roku oficjalnie zidentyfikowano ponad trzydzieści pięć tysięcy nowych
przypadków BSE, pomimo wdrożenia nowych procedur, które skutecznie utrudniały
wykrywalność tej choroby, zwłaszcza wśród krów urodzonych po zakazie z 1998
r. dotyczącym karmienia zwierząt roślinożernych paszą zawierającą komponenty
zwierzęce. Prof. Lacey wysunął w związku z tym całkiem sensowny zarzut wobec
rządu, oskarżając go o celowe fałszowanie danych, by sprawić wrażenie iż zakaz
karmienia zwierząt roślinożernych paszą zawierającą komponenty zwierzęce zaczął
funkcjonować.
W 1993 roku dwóch brytyjskich hodowców bydła, których stada
zainfekowane były BSE, umarło na CJD. Ten fakt był szczególnie kłopotliwy zważywszy,
iż naturalna częstotliwość pojawiania się CJD w populacji ludzkiej wynosi jeden
na milion. Także pewna 15-letnia dziewczynka zachorowała na CJD - chorobę, która
dotychczas miała tendencję do atakowania ludzi, których średnia wieku wynosi
sześćdziesiąt trzy lata. W 1993 roku potwierdzono ponad trzydzieści sześć tysięcy
nowych przypadków BSE, pomimo dowodów na podejmowane przez rząd próby zaniżania
tej liczby. Jak wspomina prof. Lacey - "Było to we wrześniu 1993 r., kiedy
farmerzy zaczęli dzwonić do mnie, ponieważ przekonani byli, że ich krowy - zwłaszcza
te młodsze - cierpiały na BSE, podczas gdy weterynarze rządowi byli odmiennego
zdania".
W kwietniu 1994 roku rząd zredukował kwotę rekompensaty z tytułu zainfekowanych
krów do niespełna 20%, mając niewątpliwie nadzieję iż w ten sposób zdoła wygenerować
mniejszą liczbę oficjalnie zgłoszonych przypadków BSE. W lipcu 1994 r., Unia
Europejska nałożyła zakaz na eksport brytyjskiej wołowiny. W końcu 1994 r. liczba
przypadków krów zainfekowanych BSE narodzonych po wprowadzeniu zakazu karmienia
zwierząt roślinożernych paszą zawierającą komponenty zwierzęce wzrosła do ponad
dwunastu tysięcy, tym samym wskazując prawie na pewno na istnienie transmisji
poziomej tej choroby. Wiele z tych szalonych krów zostało (traceable...?) matkom,
które cierpiały na BSE.
W 1994 roku kolejne dwadzieścia pięć tysięcy krów padło
ofiarą BSE.
W końcu 1995 roku liczba potwierdzonych przypadków BSE wśród krów urodzonych
po wprowadzeniu zakazu karmienia zwierząt roślinożernych paszą zawierającą komponenty
zwierzęce, osiągnęła dwadzieścia cztery tysiące. Mimo to rząd zawzięcie negował
istnienie transmisji poziomej. Zignorował on także pewien rozstrzygający eksperyment
w kwestii transmisji poziomej, w ramach którego ponad trzydzieści cieląt urodzonych
z matek zainfekowanych BSE hodowano w ściśle kontrolowanych warunkach (zwłaszcza
jeśli chodzi o dostęp do zanieczyszczonego pokarmu) a mimo to cielęta te również
zostały zakażone przez BSE. Na podstawie tych rezultatów prof. Lacey spekulował,
że około 10% zwierząt urodzonych w zainfekowanych stadach uległo zakażeniu.
Kiedy w 1995 roku u dwóch kolejnych nastolatków zdiagnozowano CJD, wiele miejscowych
szkół zaczęło wycofywać wołowinę ze szkolnych stołówek.
Ponad trzydzieści tysięcy kolejnych przypadków choroby szalonych krów potwierdzono
w 1995 roku. 20 marca 1996 roku Wielką Brytanię obiegła w końcu sensacyjna wiadomość:
poinformowano o bezprecedensowym przypadku - powolnej agonii dziesięciu ludzi
z powodu CJD. Nie tylko iż ofiary tej choroby były o wiele młodsze niż miało
do dotychczas miejsce (ich średni wiek wynosił dwadzieścia siedem lat) i nie
tylko, że u żadnej z tych osób nie wykryto żadnych predyspozycji genetycznych
tej choroby, to jeszcze przeprowadzone nad nimi badania pokazały, że dotknęła
ich nowa, szczególnie jadowita odmiana CJD. Rząd przynajmniej został zmuszony
przyznać, iż występuje możliwość związku pomiędzy BSE a tą nową odmianą CJD.
Stephen Dorrell, ówczesny minister zdrowia, przedstawił konkluzje raportu Doradczego
Komitetu ds. Gąbczastego Zwyrodnienia Mózgu przed zszokowaną Izbą Gmin:
"Rządowa Rada Nadzorcza z Edynburga zidentyfikowała wcześniej nieznaną odmianę choroby. Obserwacja przebiegu choroby u pacjentów, badania genetyczne i analiza innych możliwych przyczyn tego stanu rzeczy nie doprowadziły do żadnych konkretnych wniosków. Nie ma naukowych dowodów, że BSE może być przenoszone na ludzi za pośrednictwem wołowiny, jednak ostateczny wniosek Komitetu Doradczego jest taki, że obecnie najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie jest takie, iż te przypadki mają związek z zagrożeniem jakie niesie ze sobą BSE, zanim jeszcze wprowadzono zakaz używania specyficznych wołowych produktów ubocznych w 1989 roku.
W ten sposób, nawet po widocznym przyznaniu się do tego, co przez lata było negowane, iż jedzenie brytyjskiej wołowiny naraża ludzi na niebezpieczeństwo fatalnej w skutkach choroby CJD, rząd desperacko trzymał się żałosnego pocieszenia: bardziej lub mniej sensownego zakazu używania specyficznych wołowych produktów ubocznych z 1989 roku. S. Dorrell sugerował, iż podczas gdy w latach osiemdziesiątych wołowina nie była bezpieczna, to była bezpieczna u schyłku lat dziewięćdziesiątych, pomimo wszelkich dowodów wskazujących na to, że czynnik infekcyjny przenosi się wraz z krwią będącą w mięsie. Pomimo oczywistego ryzyka zagrażającego ludzkiemu życiu, najważniejszym priorytetem rządu pozostała ochrona przemysłu hodowlano-mięsnego
W dzień po tym oświadczeniu, które skutecznie odwróciło
dekadę ignorancji brytyjskiego rządu dotyczącej związku pomiędzy BSE i CJD,
dziesięć tysięcy brytyjskich szkół wycofało wołowinę ze szkolnych stołówek.
Irlandia wzmocniła ochronę swych północnych granic, by powstrzymać Brytyjczyków
przed jakimkolwiek przemytem zainfekowanego bydła. Unia Europejska ponownie
wprowadziła bezwzględny zakaz importu brytyjskiej wołowiny. Światowa Organizacja
Zdrowia zgodziła się z możliwością istnienia związku pomiędzy BSE i CJD.
Stwierdziła mianowicie, że pojawiła się nowa odmiana CJD, której wyjaśnienie
należałoby upatrywać w konsumpcji produktów wołowych pochodzących z szalonych
krów. Zmiany patologiczne w mózgach ofiar tej nowej odmiany CJD uderzająco przypominały
zmiany zwyrodnieniowe u ofiar choroby kuru z Nowej Gwinei.
W październiku 1996 roku, dr John Collinge opublikował w brytyjskim czasopiśmie
Nature artykuł odnośnie postępów w opracowywaniu nowych biologicznych testów
na wykrywanie prionów. Stosując ten test, dr Collinge wykazał, że tzw. biochemiczne
"linie papilarne" prionów u pacjentów cierpiących na CJD były identyczne
z tymi jakie miały priony u zwierząt laboratoryjnych zakażonych BSE. W pewnym
artykule opublikowanym rok później w Nature, ten sam naukowiec ostatecznie udowodnił
istnienie tego związku. Pobrano trzy próbki tkanek od pacjentów, którzy zmarli
na nową odmianę CJD, a następnie wszczepiono je myszom. Pobrano też sześć próbek
tkanek z mózgów osób które zmarły na klasyczne CJD i wszczepiono je innym myszom.
Myszy ze wszczepioną nową odmianą CJD zachorowały na tę samą odmianę BSE co
inne myszy, którym bądź to wszczepiono tkankę mózgową bezpośrednio od szalonych
krów, bądź też od innych zwierząt zainfekowanych BSE. Myszy zainfekowane tkanką
mózgową klasycznej odmiany CJD nie przejawiały charakterystycznych objawów BSE.
W środowisku naukowym wciąż trwa debata nad tym czy choroby gąbczastego zwyrodnienia mózgu spowodowane są wyłącznie przez zwyrodniałe priony - jak twierdzi S. Prusiner - czy też powodują je jakieś wirusy czy inne substancje wchodzące w reakcję z prionami. Tymczasem w październiku 1997 roku, kiedy ukazał się ten rozstrzygający artykuł w Nature, teorie prionów S. Prusinera zyskały aprobatę, kiedy naukowiec ten otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie badań medycznych. Do 1998 roku w Wielkiej Brytanii zmarło na nową odmianę CJD dwudziestu jeden ludzi. Szacuje się, że od początku epidemii, co najmniej 750.000 krów zainfekowanych BSE przeniknęło do ludzkiego łańcuch pokarmowego. Jakieś 350.000 ton mięsa, mączki kostnej, sadła i innych odpadów wołowych podejrzewanych o skażenie BSE leży na odrębnych składowiskach w Wielkiej Brytanii oczekując na spalenie ich w specjalnych zakładach utylizacji.
Pewnego dnia w kronikach historii może zostać odnotowane, że tchórzliwe i nikczemne postępowanie rządu brytyjskiego i ministerstwa zdrowia przewyższyło w swej złej sławie postępowanie ministerstwa zdrowia Francji, które w świadomy sposób dopuściło do użycia skażoną HIV krew jako czynnik wzmagający krzepliwość, powodując tym samym śmierć setek ludzi chorych na hemofilię. Współczynnik zgonów ludzi umierających na CJD może okazać się o wiele większy
Pewnego dnia w kronikach historii może zostać odnotowane, że tchórzliwe i nikczemne postępowanie rządu brytyjskiego i ministerstwa zdrowia przewyższyło w swej złej sławie postępowanie ministerstwa zdrowia Francji, które w świadomy sposób dopuściło do użycia skażoną HIV krew jako czynnik wzmagający krzepliwość, powodując tym samym śmierć setek ludzi chorych na hemofilię. Współczynnik zgonów ludzi umierających na CJD może okazać się o wiele większy.
Okres inkubacji chorób gąbczastego zwyrodnienia mózgu wydaje
się być zróżnicowany w zależności od naturalnej średniej długości życia danego
gatunku. Inkubacja tej choroby u myszy może trwać tylko kilka miesięcy. U kotów
pierwsze symptomy tej choroby pojawiają się po paru latach. Uważa się, iż okres
inkubacji CJD u ludzi trwa od dziesięciu do trzydziestu lat. Dlatego przypadki
zachorowań na CJD, które pojawiły się w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych
mogą być skutkiem spożywania zainfekowanej wołowiny na początku lub w połowie
lat osiemdziesiątych, zanim jeszcze BSE zostało zdiagnozowane. Jeśli by tak
było, to te pierwsze przypadki śmierci mogłyby przypominać specyfikę rozwoju
AIDS na początku lat osiemdziesiątych, kiedy to najpierw umarła garstka ludzi,
po czym liczba zgonów gwałtownie się zwiększyła i choroba ta rozpowszechniła
się na cały świat. Trzeba tu zaznaczyć, iż odsetek społeczeństwa ludzkiego narażonego
na CJD jest większy niż w przypadku AIDS. Zagrożeni są wszyscy konsumenci wołowiny
i prawdopodobnie (choć przypuszczalnie w mniejszym stopniu) konsumenci mleka
i nabiału.
Jak do tej pory CJD jest chorobą nieuleczalną i nie ma innego testu na jej obecność
jak biopsja tkanki mózgowej, wykonywana zwykle podczas sekcji zwłok.
Jeśli okaże się, że CJD może przenosić się z ludzkiej matki na dziecko, jak
niewątpliwie ma to miejsce w wypadku krów, wówczas istnieje bardzo realne, zatrważające
ryzyko nie tylko wybuchu masowej epidemii lecz także, iż choroba ta stanie się
endemiczna dla gatunku ludzkiego i będzie przenosić się z pokolenia na pokolenie.
Niestety są już pewne dowody na takie prawdopodobieństwo. Pewien raport opublikowany
w New England Journal of Medicine opisuje przypadek pewnej 39-letniej ciężarnej
kobiety, mieszkanki Japonii, która będąc w trzydziestym tygodniu ciąży przejawiała
symptomy CJD. Urodziła ona najwyraźniej zdrowe dziecko, które przyszło na świat
wyniku cesarskiego cięcia. Próbki tkanek pobranych z łożyska i pępowiny zostały
wszczepione do organizmu myszy, która następnie zachorowała na gąbczaste zwyrodnienie
mózgu.
Nikt z nas nie zna na pewno skali tragedii jaka może nastąpić,
jako że brytyjscy konsumenci mięsa stali się nośnym przedmiotem jednego z największych
i najbardziej zatrważających przedsięwzięć z annałów nauki: eksperymentowi mającemu
określić ludzką podatność na gąbczaste zwyrodnienie mózgu. Najgorszy scenariusz
prof. Richarda Laceya przewiduje corocznie dwieście tysięcy zgonów w Wielkiej
Brytanii począwszy od 2015 roku.
O ile bardziej bezpiecznie, można by zapytać, mogą się czuć obywatele innych
krajów, takich jak Stany Zjednoczone?
Mimo iż w USA także obowiązuje zakaz importu brytyjskiej wołowiny, ryzyko to
można by lepiej oszacować jeśli amerykański rząd zechciałby przeprowadzić badania
tkanek mózgowych tamtejszych krów cierpiących na tzw. syndrom anemicznej krowy.
Niestety, podobnie jak rząd brytyjski, rząd amerykański nie spieszy się z odkrywaniem
prawdy.
W 1989 amerykański przemysł przetwórczy przedstawił dobrowolną inicjatywę, by
zakłady przetwórcze nie przyjmowały głów owiec w celu uniknięcia możliwości
zakażenia karmy infekcją scrapie. Inspekcja przeprowadzona trzy lata później
przez Ministerstwo Żywności i Leków pokazała, iż piętnaście z dziewiętnastu
kontrolowanych przetwórni nie wprowadziły w życie tego dobrowolnego zakazu,
a sześć z nich produkowało paszę dla krów zawierającą zwierzęce proteiny. Nie
przedsięwzięto żadnych środków przeciwko tym przetwórniom. Podobnie, mimo iż
prawo federalne zabrania dodawania do mielonek wołowych kości, szpiku kostnego
i rdzenia kręgowego, inspekcja przeprowadzona w 1997 roku przez Ministerstwo
Rolnictwa wykryła obecność tych produktów w badanym wówczas mielonym mięsie.
Nie egzekwowane przepisy bezpieczeństwa nie mogą w stanie zrobić nic oprócz
mamienia nas fałszywym poczuciem bezpieczeństwa.
Rozpoczynając w 1992 roku kampanię pt. Kulisy Wołowiny, której byłem kierownikiem, skorzystaliśmy z "Dni Otwartych" w amerykańskim Ministerstwie Rolnictwa, które dawały nam możliwość wolnego dostępu do rządowych informacji. Poprosiliśmy o jakiekolwiek informacje na temat skażenia mięsa chemikaliami i o wszelkie informacje odnośnie zidentyfikowanych przypadków chorych zwierząt wchodzących do obiegu ludzkiego łańcucha pokarmowego. Wczesnym rankiem pewien urzędnik niższego szczebla zaprowadził mnie do jednego z pokojów ministerstwa rolnictwa w Waszyngtonie. Uprzedził, że do tego pokoju nie wolno mi brać ze sobą nawet ołówka i kartki papieru. Zamiast tego dano mi pudełko z papierowymi klipsami. Miałem umieszczać te klipsy na wszystkich pismach, które chciałem otrzymać, a wówczas one miały być dla mnie skopiowane - oczywiście po wcześniejszym zatwierdzeniu tego przez oficjalnych, nadrzędnych urzędników. Pokój do którego mnie zaprowadzono miał około 10 m2 powierzchni i zawalony był stosami wszelkiego rodzaju kompletnie bezużytecznych raportów z zakładów mięsnych i rzeźni. Po spędzeniu całego ranka na wertowaniu tych raportów, urzędnik ministerstwa zakomunikował mi, że mam możliwość albo udania się w określonym czasie na lunch tak jak wszyscy, albo zostanę w tym pokoju zamknięty. Udałem się na lunch. Kiedy wróciłem po południu wziąłem się za wertowanie kolejnych niezliczonych stosów różnych pism i papierów. Udało mi się zidentyfikować kilkaset dokumentów, które potencjalnie mogły mieć dla nas jakiekolwiek znaczenie; większość z nich zawierała dość nieszkodliwe informacje dotyczące na przykład ilości zarzynanych zwierząt. Natknąłem się jednak na pewien dokument o kapitalnym dla nas znaczeniu. Był to ręcznie pisany raport sporządzony przez pewnego inspektora, który podejrzewał wykrycie choroby szalonych krów. Niestety, pismo to było tak trudne do odczytania, że niemożliwym było ustalenie imienia i nazwiska tego inspektora. Przytwierdziłem klips do tego dokumentu i wcisnąłem go do środka stosu papierów, które właśnie niosłem do odpowiedniego urzędnika, myśląc, iż być może znalazłem jakąś rzeczywiście użyteczną informację w tych stosach bzdur.
Po kilkutygodniowym oczekiwaniu, poinformowano mnie, że
kopie wybranych przeze mnie dokumentów są już dostępne i czekają na opłacenie
i odbiór. Pobiegłem z powrotem do rządowych budynków Ministerstwa Rolnictwa.
Wszystkie te nudne dokumenty podające liczby zarzynanych zwierząt czekały już
na mnie. Zgadnijcie jakiego dokumentu wśród nich brakowało? Właśnie otrzymałem
błyskawiczną lekcję na temat rządowego punktu widzenia wolnego dostępu do informacji.
Do momentu publikacji tej książki, nie wiemy jeszcze czy choroba Szalonych Krów
dotarła do Stanów Zjednoczonych. Do roku 1987 importowano z Wielkiej Brytanii
bydło do celów rozrodczych. Przedsięwzięto kroki zmierzające do zlokalizowania
i unicestwienia krów (oraz ich potomstwa) importowanych w latach poprzedzających
ten zakaz, jednak naiwnością byłoby sądzić, że takie wysiłki będą skuteczne.
Występowanie Syndromu Anemicznej Krowy w wielu Stanach z pewnością musi budzić
uzasadnione obawy. Jednak do dnia dzisiejszego amerykański rząd milczy w sprawie
propozycji rozpoczęcia badań nad tą chorobą poprzez przeprowadzanie autopsji
mózgów.
O ile mi wiadomo, liczba przypadków CJD nie zwiększyła się istotnie w Stanach Zjednoczonych w ostatnich latach, lecz możliwe jest, że prawdopodobny wzrost mógłby maskować się z uwagi na duże podobieństwo symptomów chorobowych CJD z chorobą Alzheimera, której odnotowuje się znaczący wzrost. Często myli się CJD z innymi formami obłędu i utraty zmysłów. Kiedy lekarze z Centrum Medycznego w Pittsburgu zbadali pięćdziesięciu czterech pacjentów, którzy umarli wskutek utraty zmysłów, okazało się, że w rzeczywistości trzech z nich umarło na CJD. Skoro statystycznie rzecz biorąc choroba ta nawiedza jedną osobę na milion, to jest to szokująco duża liczba. Również szokująco wysoka jest liczba przypadków zachorowań na CJD w ciągu ostatnich kilku lat w południowo-wschodniej części Teksasu. Do kwietnia 1996 roku zdiagnozowano tam osiem przypadków CJD w obszarze zamieszkałym przez około milion ludzi. Wiek ofiar - to osoby od czterdziestu siedmiu do sześćdziesięciu pięciu lat (mające średnio pięćdziesiąt siedem lat) - trochę to młody wiek jak na ofiary dotknięte przez klasyczne CJD. Wobec jednego zgonu na milion mieszkańców - współczynnika normalnie przypisywanego CJD, można by oczekiwać iż w tym regionie wystąpi jeden przypadek CJD rocznie. Jeśli ostatni poziom zachorowań na CJD w północno-wschodnim Teksasie można by odnieść do całego kraju, wówczas w Ameryce byłoby około 1.500 przypadków zgonów na CJD rocznie.
Rozporządzenie wydane w sierpniu 1997 r przez amerykańskie ministerstwo żywności i leków zakazujące karmienia zwierząt roślinożernych paszą zawierającą szczątki zwierząt, było niewystarczającym pierwszym krokiem. Bydło wciąż karmi się szczątkami tak wielu gatunków zwierząt, włączając w to konie i świnie. Wszystko co wiemy na temat chorób gąbczastego zwyrodnienia mózgu wskazuje na to iż wszystkie gatunki ssaków mogą być na nie podatne, a obecnie wiemy już, że ten rodzaj choroby może z łatwością przeskakiwać barierę gatunkową. Ponieważ nie ma zakazu karmienia świń owcami zakażonymi chorobą scrapie i jak pokazał eksperyment brytyjski: zainfekowane BSE świnie zapadały na zakaźną formę gąbczastego zwyrodnienia, dopóty mało jest podstaw do tego by czuć się bezpiecznie wobec ograniczonego zakazu karmienia zwierząt roślinożernych szczątkami innych roślinożernych zwierząt. Co gorsze - krew wołowa została wyłączona z tego zakazu. Zamiast przeistaczania amerykańskich krów w najprawdziwszych kanibali, obecnie przeistaczamy je jedynie w wampiry. Produkty zawierające sproszkowaną krew, które nie poddane zostały żadnej kontroli anty-infekcyjnej, są coraz częściej używane przez przemysł przetwórczy jako komponenty do wyrobu zwierzęcej paszy. Produkty mięsne, które zostały przygotowane do konsumpcji dla ludzi, są także wyłączone z ministerialnej listy substancji zakazanych jako dodatki do paszy. Amerykańskie przepisy zakazujące dodawania pewnych produktów do paszy są bardzo liberalne w porównaniu z przepisami Unii Europejskiej, które zabraniają używania wszelkiego mięsa czy mączki kostnej ssaków do wyrobu paszy dla zwierząt roślinożernych. Nawet jeśli nowe amerykańskie przepisy zakazujące karmienia zwierząt roślinożernych proteinami zwierzęcymi byłyby skrupulatnie przestrzegane (co byłoby łatwiejsze do wykonania na poziomie wielkich producentów pasz niż na poziomie indywidualnych farmerów, którzy mogliby decydować się na dodawanie mączki kostnej do pasz), nie powinniśmy jedynie zadowalać się uwolnieniem amerykańskiego bydła od stricte kanibalistycznej diety. Dopóki nie przestaniemy przeistaczać bydło w mięsożerców, dopóki nie możemy być w 100 procentach pewni, że one nie zjadają już krwi lub fekaliów własnego gatunku oraz mięsa czy mączki kostnej jakichś innych zwierząt, dopóty ryzyko ze strony choroby Szalonych Krów i jej konsekwencje w postaci epidemii CJD wśród ludzi pozostanie z nami.
Czy Ameryka musi powtarzać zatrważającą lekcję jakiej doświadczyła Wielka Brytania?