...walka trwa nadal!

 

Wegetariańskie przesłanie sir Paula McCartneya wypowiedziane do Juliet Gellatley z Viva! podczas jej spotkania ze słynnym ex-Beatlesem w sierpniu 1998 r. Opublikowane w formie artykułu w najnowszym numerze VivaLIFE!, wypowiedzi Paula McCartneya przeplatają się z osobistymi refleksjami Juliet Gellatley - założycielki Viva! (Vegetarians International Voice for Animals) i autorki słynnego w Wlk. Brytanii wegetariańskiego bestselleru The Silent ark (Milcząca arka).

Prawdą jest, że planeta Ziemia jest coraz bardziej dewastowana przez człowieka. Wielkie - ekologiczne, ludzkie i zwierzęce - katastrofy rozwijają się coraz szybciej a jedzenie mięsa znajduje się w ich centrum. Jeden problem po drugim, Paul wymienia po kolei - degradację ziemi, deficyt wody, umierające oceany, wymierające gatunki zwierząt i roślin, marnotrawstwo światowych zasobów żywności i przejawy okrucieństwa wobec ludzi i zwierząt. Paul jest dobrze poinformowany, zainteresowany problemami innych i ma do przekazania ważne przesłanie. Ze wszystkich tych światowych zagadnień, co najbardziej motywuje Paula McCartneya?

"Zawsze było i zawsze będzie to współczucie dla zwierząt. Właśnie ta kwestia! a nie aspekty zdrowotne, chociaż jest to także ważne. Mam duży respekt dla innych gatunków istot żywych. Z biologicznego punktu widzenia jesteśmy kolejnym gatunkiem, podobnym do zwierząt, a jednak myślimy, że jesteśmy tak bardzo inteligentni, tak dużo wiemy - ale co my zrobiliśmy? Zmierzamy w kierunku katastrofy i nie chcemy nawet się do tego przyznać. Od najmniejszych do największych - ujarzmiliśmy wszystkie żywe istoty. Czy nie moglibyśmy przejawiać wielkoduszności w swoim zwycięstwie? Czy nie moglibyśmy teraz powiedzieć - 'w porządku, wygraliśmy, a teraz ulżyjmy trochę w doli poddanych nam istot'. Czy nie nadszedł już czas aby przekonać się czy istnieje coś, czego moglibyśmy się od nich nauczyć zanim nie znikną one z powierzchni Ziemi, włączając w to także nas?"

...i oczywiście ma on rację. Nie jest trudno znaleźć dowody na postępujący proces dezintegracji mechanizmu podtrzymującego nasze życie na Ziemi. Napływają one prawie codziennie z - Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ), Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), World Watch Institute, Oxfam'u i setek innych organizacji zainteresowanych stanem świata, które dostarczają poparte solidnymi badaniami dowody naukowe uzasadniające ich ostrzeżenia. Jednego dnia przedstawiają swoje sprawozdania i raporty, które następnego dnia znikają bez śladu - równie efemerycznie niczym babie lato.
O wiele bardziej trwałe i mające wzięcie są dane będące źródłem ignorancji - przekazywane od jednego dziennikarza do drugiego niczym pałeczka w biegu sztafetowym, gdzie nikt nie martwi się aby sprawdzić to co dostaje od kogoś innego. Typowym przykładem na to, jest pewien całostronicowy, zajadły artykuł napisany przez publicystkę Mary Kenny, który pojawił się w gazecie Express on Sunday już po paru dniach od śmierci Lindy McCartney. "Dlaczego Paul powinien zastanowić się nad tym co mówi?"- brzmiał tytuł tego artykułu z wyjaśniającym podtytułem: "Niestosowny memoriał - niebezpiecznym jest wykorzystywanie śmierci Lindy McCartney do promowania wegetarianizmu". Ale oczywiście, nie jest to niebezpieczne do promocji kariery dziennikarki Mary Kenny! Publicystka ta następnie przedstawiła całą serię ostrzeżeń, będących czymś w rodzaju dziennikarskich zaklęć, które w rzeczywistości są naukowym nonsensem. Słyszeliśmy je już wszystkie wcześniej - nastolatki ryzykują anoreksją, niedoborami żelaza, niedoborami innych składników mineralnych i odżywczych, a w szczególności, zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka - w sumie 11 aroganckich nonsensów. Jaki jest efekt takiej niekończącej się, fałszywej pisaniny?

"Uważam, że niektórzy z nich są obłąkani. Na prawdę sądzę, że są szaleni. Oni zjedli trochę za dużo brytyjskiej wołowiny. W latach sześćdziesiątych zwykłem mówić na nich "sympatyczni dranie". Teraz stracili przydomek "sympatyczni" i przypadek Diany wyraźnie to pokazuje. Bardzo dużo z nich nie jest dobrymi ludźmi. Ale ja nie pozwolę im na tą całą paplaninę na temat "szkodliwości wegetariańskiego odżywiania się". Spójrz, ja pomagałem w wychowaniu czwórki swoich dzieci i one nie mogłyby być zdrowsze niż są obecnie. Mój syn James jest wielkim entuzjastą surfingu, jest bardzo wysportowanym i zdrowym młodzieńcem i jest weganinem. Jak dotąd jest on jedynym weganinem w naszej rodzinie i ciągle namawia nas wszystkich na przestawienie się na dietę czysto wegańską. On ma rację i my wiemy, że ma rację, ale jesteśmy zbyt wolni w podejmowaniu konkretnych zmian w tym kierunku. Wiem, że obecnie jest już cała masa dowodów naukowych pokazujących, że wegetarianie i weganie są zdrowsi i żyją dłużej".

I tak właśnie jest! Światowe organizacje zajmujące się zdrowiem, kolejno, jedne po drugich - Światowa Organizacja Zdrowia (World Health Organization), Brytyjskie Towarzystwo Medyczne (British Medical Association), Amerykańskie Towarzystwo Dietetyczne (American Dietetic Association) - zajęły jednoznaczne stanowisko. Obecnie już całkiem jasno mówią one, że wegetarianie w mniejszym stopniu cierpią na wszelkiego rodzaju choroby zwyrodnieniowe, żeby wymienić niektóre z nich - wieńcowa choroba serca, nadciśnienie, arterioskleroza (blokowanie się arterii), zawały serca, cukrzyca, otyłość, większość chorób nowotworowych, kamienie żółciowe oraz choroby nerek. Twierdzą również, że wegetariański sposób odżywiania się może obniżyć poziom cholesterolu i powstrzymać rozwój wieńcowej choroby serca:

"Dieta wegetariańska oferuje korzystną ochronę przed chorobami, z powodu obecności małej ilości tłuszczów nasyconych, cholesterolu i białek zwierzęcych oraz dużej koncentracji (folate?.......) i antyutleniaczy takich jak witaminy A, C i E." (American Dietetic Association)

Kiedy zmniejszenie ryzyka zachorowań na skutek wegetariańskiego odżywiania się wyrazimy w wielkościach procentowych, zacznie nam ukazywać się dość zadziwiający obraz: o 25-50% zmniejszone ryzyko zachorowania na chorobę serca i raka, o 25-33% zredukowane nadciśnienie, o 40-90% zmniejszone ryzyko cukrzycy, 75% zmniejszone ryzyko pojawienia się kamieni żółciowych. Dlaczego więc ciągle jeszcze musimy walczyć o to by bronić wegetarianizmu?

"Przemysł mięsny jest wielki i potężny, a elity rządzące lubią siłę i potęgę - stamtąd otrzymują pieniądze i wsparcie. Widzieliśmy to już na przykładzie przemysłu tytoniowego. To jest szaleństwo. Subsydiujemy okrutny przemysł, który produkuje destrukcję na skalę masową. Czy ktoś może mi wytłumaczyć jak to się dzieje? Dlaczego rząd nie dotuje innych form ludzkiej działalności? Bardzo bym chciał gdyby oni dali mi po 20 funtów szterlingów za każdą wyprodukowaną przeze mnie płytę, albo gdyby dali Tobie 20 funtów za każdy egzemplarz Twojego magazynu VivaLIFE! Rząd subsydiuje przemysł mięsny a mimo to sprzedaż czerwonego mięsa załamuje się - do czego to może doprowadzić?"

"My wszyscy płacimy za to - nawet wegetarianie. Podatki wszystkich obywateli są na to przeznaczane. Każdego roku przemysł mięsny w Wielkiej Brytanii otrzymuje 20 milionów funtów szterlingów na samą tylko kampanię reklamową promującą konsumpcję mięsa, opartą na nonsensownych hasłach typu: "mięso - receptą na miłość". Prawdopodobnie, kwotę tą należałoby pomnożyć razy 10, jeśli chcielibyśmy uwzględnić wszystkie poszczególne firmy z branży przemysłu mięsnego. Wszyscy oni mówią - mięso jest dobre, mięso jest naturalne, mięso jest potrzebne. Chciałbym kiedyś widzieć jak pożywienie Lindy dotowane będzie przez jakieś pieniądze rządowe, albo gdy Twoje kampanie wegetariańskie sponsorowane będą w ten sposób. Ale nic nie wskazuje na to, że tak się stanie; tak więc musimy sami nawiązywać kontakty, rozmawiać z ludźmi i wspierać organizacje takie jak Viva!. Cóż, to farmerzy powinni być zaniepokojeni - to oni stwarzają problemy, nie my".

...a problemy te przez cały czas się wzmagają! Właśnie w dniu, w którym odbywać się miała ceremonia pogrzebowa Lindy, filmowałam ukrytą kamerą warunki panujące na jednej z ferm gdzie hodowano świnie, a potem pospiesznie wracałam z Yorkshire do Londynu i pamiętam, że zdążyłam dokładnie na moment rozpoczęcia pogrzebu. Przyjemny aromat niezliczonej ilości kwiatów rozprzestrzenił się na cały Kościół św. Marcina, a piękny śpiew studentów Wyższej Szkoły Sztuk Pięknych z Liverpoolu wypełnił moje oczy łzami. Tym niemniej mój zmysł węchu opanowany był nadal przez intensywny odór amoniaku i odchody tysięcy żywych i inteligentnych zwierząt zmuszonych żyć w zatrważających warunkach - przepełnionych zwierzętami sterylnych klatkach. Ciągle jeszcze w moich uszach brzmiał skowyt zwierząt wspinających się jedne po drugich, proszących o wypuszczenie na wolność.
Gdziekolwiek kierowaliśmy kamerę widzieliśmy chore, martwe i umierające zwierzęta. W każdej metalowej zagrodzie widzieliśmy produkty brutalnego lekceważenia i obojętności - połamane kości, wrzody (wielkości połowy rozmiaru piłki futbolowej), otwarte rany i skaleczenia od metalowych prętów, widoczne objawy zapalenia płuc i zapalenia opon mózgowych. To była zwykła ferma hodowlana, która zaopatruje nasze supermarkety w mięso wieprzowe. Kontrast pomiędzy tym miejscem a wnętrzem Kościoła, w którym się właśnie znajdowałam - był ogromny; był on jednak pomocnym przypomnieniem tego w jakim celu zebraliśmy się tak licznie razem by uczcić pamięć osoby, tak wrażliwej na los innych.

Jak na ironię, tego samego dnia, w którym przeprowadzałam wywiad z Paulem McCartneyem, rząd brytyjski obwieścił wiadomość o rozpoczęciu specjalnej promocji wieprzowiny. Hasło przewodnie tej kampanii reklamowej? - "Kupuj brytyjską wieprzowinę ze względu na wspaniałe standardy respektowania praw zwierząt w Wielkiej Brytanii!

"Myślę, że jest to bardzo smutny problem, a jego bagatelizowanie mówi wiele o nas samych. Przyszłość naszej planety widzę w kategorii konkretnego wyboru - respektowanie praw zwierząt albo ich negowanie. Wielu farmerów z odrazą wykonuje swoją pracę, która daje im utrzymanie. Faktem jednak jest, że są oni do tego motywowani za pomocą odpowiednich środków i każdy udaje, że wszystko jest O.K. Zgadzanie się z tym jest łatwiejsze niż zrobienie jakiegoś kroku w innym kierunku".

"Nie możemy więzić w klatkach wciąż większych ilości kurczaków, brojlerów, indyków etc. Gdzie jest litość i współczucie? Co jest złego w przejawianiu współczucia? Czy jest w tym coś złego? Dlaczego musimy pogrążać się w ignorancji stając się coraz bardziej brutalni?"

"Na Uniwersytecie w San Francisco, naukowcy przeprowadzają eksperymenty na małpach, bombardując je 145 decybelami natężenia dźwięku, co prowadzi do ich całkowitej głuchoty. Ma to być dowodem na to, że ludzie nie powinni słuchać zbyt głośnej muzyki lub przebywać pod startującymi jumbo- jetami. Cóż, my i tak już przecież to wiemy".

"Oglądałem kiedyś w TV jak w pewnym laboratorium wiwisekcyjnym krojono psy i koty, tak by móc oddzielić kręgosłup zwierzęcia od pozostałej części jego ciała. Te zwierzęta - to czworonogi a ludzie są istotami dwunożnymi i nonsensem jest sądzić, że możemy nauczyć się czegoś o ludzkim kręgosłupie poprzez rozcinanie ciał psów i kotów. Odradzałbym oglądanie tego filmu każdemu, kto nie chciałby się podczas jego oglądania rozchorować".

"Po śmierci Lindy powstała trudna sytuacja, ponieważ powiedziałem wcześniej, że będę sponsorował różne organizacje prowadzące badania nad rakiem. Wtedy to organizacje broniące praw zwierząt zaczęły informować mnie, że wiele z tych
organizacji nieprzerwanie angażuje się w przeprowadzanie wiwisekcji - i niestety jest to prawdą. Pewien amerykański doktor, którego znam, właśnie niedawno potwierdził tą informację, mówiąc do mnie niewinnym tonem głosu: "oczywiście, że robimy te rzeczy". Doktor ten jeszcze nie wie, że z tego powodu nie otrzyma ode mnie żadnej dotacji na przeprowadzanie swoich badań. Istnieją alternatywne metody badań naukowych, ale nie należy wyzywać na pojedynek panującego status quo. Podobnie rzecz ma się z rolnictwem".

Szybki, nieprzerwany potok słów i emocji staje się nieco wolniejszy, w miarę jak Paul McCartney stara się łączyć jedne złożone zestawy zagadnień z innymi.

"Ktoś powiedział, że do nakarmienia zwierząt hodowlanych w Wielkiej Brytanii wykorzystuje się 90% ziem uprawnych tego kraju. To następna szalona rzecz - tak wielkie marnotrawstwo! Żywnością, którą przeznacza się dla zwierząt można by wyżywić 10 razy większą liczbę ludzi. Jest tak duża liczba zwierząt hodowlanych, nie ma wystarczającej ilości ziem uprawnych, a wiele z tych ziem przesyconych jest pestycydami i nawozami sztucznymi - pasza dla zwierząt, owoce, warzywa - aby móc zwiększyć wydajność. Chemikalia te zatruwają wszystko - glebę, zwierzęta, rośliny, wodę. Gdyby każdy został wegetarianinem, potrzebowalibyśmy tylko około połowy obecnego areału ziem uprawnych i moglibyśmy wtedy mieć znowu prawdziwe lasy, puszcze, bory i tereny porosłe naturalną, dziewiczą roślinnością. Ale, na przykład nasze Krajowe Towarzystwo Miłośników Ptaków, nie jest w stanie powiedzieć ludziom 'jeśli chcesz chronić ptaki, powinieneś przestać jeść mięso', ponieważ oni myślą, że taka propozycja będzie nie do zaakceptowania".

Mój kawałek ziemi uprawiam obecnie metodami organicznymi. Kiedyś tak nie było i zajęło mi trzy lata aby robaki znów wróciły na tą glebę. Później każdego roku widzieliśmy jak coraz więcej ptaków wraca na naszą ziemię. Kiedy byłem dzieckiem można było bezpiecznie jeść surową marchewkę, ale teraz musisz zastanawiać się czy nie ma na niej jakiejś trującej otoczki. Jednym z największych eksperymentów przeprowadzanych obecnie na ludzkości jest manipulowanie w żywności. Batoniki czekoladowe, hamburgery, mrożone kremy mleczne - a potem ludzie dziwią się dlaczego jest tyle zawałów serca!"

I w którym momencie pojawił się w tych wywodach Paula temat genetycznie modyfikowanej żywności?

"Ludzie próbują unikać spożywania modyfikowanej genetycznie soi i mają rację. Ale największe ilości soi - około 90% - są konsumowane przez przemysł mięsny za pośrednictwem karmy stosowanej w hodowli zwierząt. Wegetariańskie produkty, które zawierają soję, muszą posiadać stosowną informację na ten temat, ale mięso pochodzące od zwierząt karmionych pożywieniem modyfikowanym genetycznie - nie musi być w ten sposób oznakowane. Jest to pewien wybieg, który przemysł mięsny ma zamiar wykorzystywać i uważam, że ludzie powinni być tego świadomi. Istnieje tak dużo spraw i rzeczy, których ludzie nie są świadomi"

"Hodowla zwierząt jest jednym z największych niszczycieli środowiska naturalnego ziemi. Kiedy widzimy jak wycina się dżunglę Amazońską aby wypasać w to miejsce bydło przeznaczone na hamburgery, jest to dla nas sprawa dość oczywista. To, z czego często nie zdajemy sobie sprawy, to wysychanie wód podziemnych, gruntowych i wysychanie rzek w różnych częściach świata. Zwierzęta hodowlane zużywają ogromne ilości wody, a na świecie hoduje się miliardy zwierząt. Wszystko to robi się w imię czegoś korzystnego dla człowieka, a w rzeczywistości, efekt tego okazuje się być czymś przeciwnym do zamierzonych oczekiwań. Wszystko to zależy od naszej świadomości, od naszego podejścia do tych problemów, a nikt nie myśli, że jest tą osobą, której postępowanie musi ulec zmianie. Weźmy na przykład osobę Książe Filipa..."

- W tym momencie następuje wymiana spojrzeń pomiędzy Paulem a Juliet. 'Czy jesteś pewien, że chcesz to powiedzieć?' - pytają oczy Juliet, a powtórne spojrzenie Paula mówi wyraźnie - 'oczywiście, że tak'. Sir Paul McCartney - nobilitowany szlachcic, ma zamiar mówić szlachetne rzeczy...

"Linda miała bardzo mocny charakter, była bardzo silną kobietą i pewnego razu podczas spaceru z Książe Filipem miała z nim krótką, przyjemną rozmowę. Ponieważ była Amerykanką, mówiła do niego jak do jakiegoś zwykłego, 'szarego' człowieka, i nie wyrażała w rozmowie tradycyjnego szacunku i godności, jak jest to w zwyczaju Brytyjczyków. Spytała ona: 'Jesteś przewodniczącym światowej organizacji miłośników dzikich zwierząt, jak możesz jeździć na polowania i strzelać do ptaków?' - 'A czy wy jesteście wegetarianami?' - odpowiedział pytaniem Książę Filip, próbując złapać nas na gorącym uczynku".

Tak... - odpowiedzieliśmy jednocześnie. "Prezydent światowej organizacji miłośników dzikich zwierząt strzela do ptaków. To jest hipokryzja. To nie jest nawet sport. Wybierają bażanty - ptaki, które nie mogą nawet dobrze latać. Ciekawe jak wyglądałoby jego strzelanie do jaskółek; są to stworzenia, które nie łatwo jest złapać".

Paul McCartney nie jest Don Kichotem, prowadzącym wojnę z wiatrakami, ale kimś kto zdecydował się pomóc w rozwiązaniu najbardziej skomplikowanych problemów przed jakimi stanął obecnie świat, używając do tego prostej logiki i zdrowego rozsądku. "Wcale nie twierdzę, że to co mówię jest zupełnie nieprzemakalne, że na wszystko mam niezbite argumenty. Nie wiem na przykład ile dokładnie zabija się krów na świecie albo ile dokładnie czasu potrzeba na zabicie każdej z nich. Nie znam wszystkich faktów, ale mogę je zdobyć. Chodzi mi o kwestię całkowitego braku respektu dla zwierząt i dla planety-Ziemi i o to, że nie możemy na dłuższą metę kontynuować tego co robimy obecnie".

"Ostatecznie musi nastąpić jakaś zmiana. Jeżeli można nakarmić 10 razy większą ilość ludzi pożywieniem, które nie jest przedtem przetwarzane przez zwierzęta przeznaczone na rzeź, to w końcu musi skłonić to ludzi do myślenia. Nawet jeśli dalej nie będzie obchodziło nas to co dzieje się ze zwierzętami, to jest to mocny argument ekonomiczny: większa wydajność; przecież nawet McDonald's lubi wydajność".

Na wielką skalę eksportuje się system przemysłowej hodowli fermowej do Chin, a Indie także to imitują, zadając gwałt swoim odwiecznym zasadom. Jak wyraziła to w TV pewna indyjska rozsądna pani minister: 'Wpadamy w otchłań, z której wy próbujecie się wyciągnąć. System taki pożera światowe zasoby ziarna i soi, które potrzebne są ludziom. To kosztuje życie tak wielu ludzi. Dlatego właśnie powinniśmy wszędzie głosić nasze przesłanie. Staliśmy się częścią Zachodniego systemu ekonomicznych współzależności i w końcu jedyne co będziemy słyszeć, to McDonald's. ' Albo będzie więcej ludzi myślących podobnie jak my, albo nie będzie warunków do życia dla nikogo z nas, włączając w to McDonald'sa".

Nie wiem czy Paul zdaje sobie z tego sprawę, ale to co mówi, prawie w pełni odzwierciedla poglądy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) która w 1991 roku wzywała do całkowitej zmiany kierunków w polityce rolnej. Ich przesłanie było jasne, wyraźne i niedwuznaczne - koniec promowania mięsa i produktów nabiałowych, koniec z przemysłową hodowlą zwierząt, konieczność lepszego wykorzystania ziemi poprzez uprawianie na niej żywności dla ludzi a nie dla zwierząt. Było tam też zawarte ostrzeżenie o okropnych konsekwencjach ciągłego wpływania na gospodarkę rolną w krajach rozwijających się. Gazeta Daily Mail podsumowała ten raport jako "nawoływanie do globalnego wegetarianizmu" - i była to była prawda. Lecz co się stało? Dokładne tego przeciwieństwo i raport ten zniknął nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.

My wszyscy w większym bądź mniejszym stopniu mamy podobny dostęp do informacji, dlaczego więc niektórzy ludzie zainspirowani są do działania a niektórzy nie? Jak to się zaczęło w przypadku Paula i Lindy? Nagłe skojarzenie pomiędzy jagniętami skaczącymi żwawo za oknem ich rezydencji położonej na farmie w Szkocji, a nogą jagnięcia leżącą na ich talerzu - jest obecnie już dość dobrze znane. Ale czyja to była idea?

"Jak wspominała to Linda - to ja zaproponowałem przestawienie się na wegetarianizm. Kochająca tak bardzo zwierzęta Linda, nie miała zamiaru się temu sprzeciwiać. Tak naprawdę, nie pamiętam już kto z nas pierwszy wpadł na ten pomysł, w każdym razie to Linda przypisywała mi tę zasługę. Ona była bardzo łaskawą osobą".

"Myślę, że decydującym w tej sprawie czynnikiem była miłość dla zwierząt - po prostu zwykłe współczucie. Byliśmy wychowywani w diametralnie różny sposób i kiedy rozmawialiśmy ze sobą o czasach naszego dzieciństwa, to odkryliśmy, że byliśmy do siebie bardzo podobni. Linda w dzieciństwie uwielbiała wędrówki po terenach porośniętych naturalną, dziką roślinnością; wybierała się w miejsca do których nikt nigdy nie chodził. Często zwykła spacerować po lesie ze swoimi przyjaciółmi i pokazywała im różne rzeczy, które zaobserwowała w świecie przyrody, jak podnoszenie kamienia i szukanie pod nim salamandry".

"Ja z kolei lubiłem wałęsać się sam po okolicznych zaroślach i łąkach trzymając w ręku Leksykon ptaków, tak więc jako nastolatki, w wieku około 12 lat, oboje lubiliśmy podziwiać przyrodę i robić podobne rzeczy. Ale nasze zainteresowania nie były wtedy tym co nas do siebie nawzajem przyciągnęło - ona zajmowała się zawodowo fotografią a ja byłem muzykiem. Na początku nie zdawaliśmy sobie nawet z tego sprawy, ale im bardziej się nawzajem poznawaliśmy, tym bardziej oczywiste stawało się, że oboje bardzo kochaliśmy zwierzęta. Nikt z nas wcześniej nie mówił na ten temat. Ja, gdy grałem z Beatlesami - nie odczuwałem tak tego, podobnie Linda, gdy wykonywała swój zawód fotografa.
Miłość do zwierząt i świata przyrody miała na nas później bardzo duży wpływ. Kiedy miałem jakiś wolny dzień, często wychodziłem na wędrówki do lasu i zapuszczałem się w jakieś nowe, nieznane mi miejsca - to sprawiało mi wielką radość. Później razem z Lindą wyruszaliśmy na przejażdżki konno, a ja zwykłem wówczas nieoczekiwanie mówić: 'pojedźmy w poprzek tego wąwozu' i oboje z radością galopowaliśmy po nieznanych nam dzikich terenach, a zające lisy i borsuki często biegły za nami po wytyczonych w ten sposób nowych ścieżkach".

"Linda bardzo lubiła zwierzęta i była w stanie zrobić bardzo wiele aby im pomóc. Ona nie była typem kobiety określanej jako biznes-woman; była osobą bardzo ceniącą sobie osobistą niezależność i wolność; nie chciała się z niczym wiązać na stałe. Kiedy to nagle, pewnego dnia, jej myślami zawładnęła jakaś intensywna idea - 'gdybym mogła ocalić jedno zwierzę!' I od tego czas zaczęła realizować swój pomysł z wegetariańską żywnością".

"Podczas licznych demonstracji przeciwko transportom żywych zwierząt (które rozpoczęły się w Anglii w 1994 r. i do których spontanicznie przyłączyła się duża część brytyjskiego społeczeństwa - przyp. tłum.) kwestia wegetarianizmu stała się sprawą oczywistą. Pamiętam jak ktoś z tłumu demonstrantów głośno wtedy krzyknął 'We want them on the hook not the hoof' ('Chcemy by wisiały one na hakach a nie stały na kopytach') i słysząc to - nie mogłem w to uwierzyć. Zapytałem wówczas Carlę (mowa o Carli Lane - znanej pisarce i aktywistce wegetariańskiej - przyp, tłum.) czy ci ludzie byli wegetarianami a ona odpowiedziała mi, że wielu z nich to nie-wegetarianie. Dla mnie wyglądało to na hipokryzję. Podobnie jak pewien przedstawiciel RSPCA (Królewskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami) którego widziałem w TV, podążającego za pędzącą po Europie ciężarówką wypełnioną zwierzętami i posilającego się od czasu do czasu kawałkami mięsa. Jaki jest jego stosunek do zwierząt? Pragnie on chronić zwierzęta i być takim jak wszyscy, nie chcąc być uważanym za dziwaka... I znów - hipokryzja. Linda i ja chcieliśmy ułatwić ludziom przechodzenie na wegetarianizm, zachęcając ich do spożywania żywności będącej substytutem mięsa. Chcieliśmy przekonać ludzi do wegetarianizmu".

"Zasugerowano mi, aby rozprowadzaną przez nas żywność wegetariańską nazwać 'pożywieniem Paula McCartneya' - lecz brzmiało to zbyt "Beatelsowsko" i niezbyt prawdziwie. Tak więc przechrzciliśmy to na pożywienie Lindy McCartney - kobiety będącej matką i kucharką. Tak więc później wiele kobiet przychodziło do Lindy i dziękowało jej, mówiąc, że dotychczas nie wiedziały czym mają karmić swoje wegetariańskie dzieci, a teraz czują dużą wygodę trzymając w lodówkach jej pożywienie. To była wielka rzecz, Linda popularyzowała wegetarianizm. Jej motywacją nie były pieniądze, czy sława, lecz jej silne pragnienie - 'gdybym mogła ocalić choćby jedno zwierzę!'

"Mamy zamiar kontynuować produkowanie i rozprowadzanie tego pożywienia. Ponieważ wchodzimy w nowy wiek, każdy poszukuje jakichś nowych idei - dobrych idei. Osobiście, postrzegam wegetarianizm jako najlepszą ideę na dzisiejsze czasy. W rzeczywistości nie jest to nowa idea - jest to bardzo stara idea, ale jest to nowość dla świata Zachodu. I jeśli ta idea rozpowszechni i przyjmie się w naszym społeczeństwie - nigdy więcej okrucieństwa, zabijania dla futer i mięsa, nigdy więcej eksperymentów na zwierzętach - wówczas rzeczywiście istnieć może jakaś nadzieja na lepszą przyszłość. W przeciwnym razie - można o tym zapomnieć".

Sekretarz Paula już po raz drugi wchodzi do jego gabinetu, aby przypomnieć mu, że pora już udać się na jakieś wcześniej zaplanowane spotkanie. Nasze spotkanie powoli się kończy. Mam świadomość, że przeprowadziłam właśnie rozmowę z kimś kto rozpoczął swoje życie jako zwykły młodzieniec z Liverpoolu, który musiał zarabiać jak inni na swoje utrzymanie, a który stał się legendą gdy ja dopiero przyszłam na świat. Wykorzystując swój nadzwyczajny talent, wpisał się na trwałe do świata muzycznej sławy i geniuszu. Nawet bez proszenia o to został obdarzony ogromnym szacunkiem jaki należny jest tylko nielicznym muzykom popularnym; zaoferowano mu bilet do elit establishmentu. Zdaję sobie również sprawę, że w ciągu minionej godziny naszej rozmowy, Paul McCartney, krok po kroku kwestionował i podważał wiele z podstawowych zasad na jakich opiera się ten establishment. Wydaje się też, że podjął on przemyślaną decyzję co do swoich dalszych planów na przyszłość. Być może gdybyśmy sami zostali skonfrontowani z tak smutną rzeczywistością jakiej doświadczył Paul w ostatnich miesiącach, to wówczas bardziej szczerze niż kiedykolwiek myślelibyśmy o tym co tak naprawdę liczy się w życiu a co nie. Nasza rozmowa kończy się słowami Paula wyrażającymi te same myśli jak na początku naszego spotkania.

"Przeprowadzam z Tobą ten wywiad po to aby wszyscy dobrzy ludzie na świecie wiedzieli, że teraz zamierzam być tak samo aktywny jak Linda - ludzie tacy jak aktywiści z australijskich organizacji wegetariańskich walczących razem z Viva! przeciwko masowej rzezi kangurów w Australii. Miałem ten luksus aby żyć z taką osobą jak Linda, która zainspirowała mnie do walki o prawa zwierząt. To było bardzo dawno temu, kiedy Linda powiedziała: 'gdybym tak mogła ocalić choć jedno zwierzę!' Możemy teraz wyraźnie powiedzieć - 'Hej Lindo - ocaliłaś tak wiele zwierząt - miliony, miliony, miliony zwierząt' ".

Tłumaczył: Roman Rupowski
Na podst. "Viva!LIFE" 1998
Viva!


do gory